Reklama

Jestem od poczęcia

Papua-Nowa Gwinea Bogiem silna

2018-06-06 12:21

Ks. Robert Gołębiowski
Edycja szczecińsko-kamieńska 23/2018, str. VI

Archiwum prywatne ks. K. Kontka
Msza św. pod przewodnictwem biskupa podczas ustanowienia proboszcza

Kościół ze swej natury posłannictwa jest misyjny. Niesie Dobrą Nowinę tym, którzy otwierają się na jej przyjęcie. Nasza archidiecezja włącza się w okazywanie wsparcia modlitewnego i materialnego misjom, ale oprócz przyjeżdżających do nas okazjonalnie misjonarzy, nie mamy za dużo możliwości, aby skorzystać z osobistego świadectwa kogoś, kto doświadczył pracy na misjach. Taką niezwykłą postacią jest ks. kan. Krzysztof Kontek, który pracował w Papui-Nowej Gwinei, a obecnie posługuje w parafii Świętej Trójcy w Chojnie. Poprosiłem ks. Krzysztofa, aby przybliżył nam specyfikę swojej dwuletniej pracy w tym kraju.

Ks. Robert Gołębiowski: – Jest Ksiądz kapłanem archidiecezji lubelskiej. Jak narodziło się pragnienie aby ukierunkować swoje kapłaństwo ku misjom?

Ks. kan. Krzysztof Kontek: – Zainteresowanie misjami zrodziło się we mnie jeszcze w czasach nauki w liceum. Chciałem wstąpić do jakiegoś zakonu misyjnego, ale za sprawą katechety z liceum wstąpiłem do seminarium w Lublinie, a po święceniach podjąłem posługę w parafii św. Antoniego w Lublinie. Tam, w naszym kwartalniku diecezjalnym „Memoranda”, natknąłem się na list bp. Stephen’a Reichert’a z Papui-Nowej Gwinei, który kończył się stwierdzeniem, że jeśli ktoś ma jakiekolwiek pytania, to autor listu chętnie na nie odpowie. Napisałem, że ciekawi mnie sytuacja tamtejszego Kościoła, a Ksiądz Biskup odpisał mi na 14 stronach (! ). To ja odpisałem, że to ciekawe, a on na to: „Miło, że przyjedziesz do nas!”. Zaskoczyło mnie to, ale jednocześnie wzbudziło dawne pragnienie misyjne i postanowiłem spróbować. Potrzebowałem jednak zgody abp. Życińskiego i jakież było moje zdziwienie, gdy czekając w kurii na spotkanie, wyszedł na korytarz i wobec księży przywitał mnie: „O, to ten ksiądz, który jedzie na Nową Gwineę!”. Było już więc wiadome, że wyjadę. Przez rok przygotowywałem się w Centrum Misyjnym Episkopatu, a następnie pół roku w Londynie, szlifując język angielski. Ukoronowaniem naszego przygotowania było posłanie misyjne, którego w uroczystość św. Wojciecha dokonał Prymas Polski w Gnieźnie, a następnie abp Józef Życiński pobłogosławił moją posługę.

– Papua-Nowa Gwinea to dla Polaków kraj egzotyczny. Czy moglibyśmy przybliżyć tę wyspę naszym Czytelnikom?

– Położona jest 15 tys. km od Polski. To druga, po Grenlandii, wyspa na świecie. Wschodnia jej część należy do Papui-Nowej Gwinei, natomiast zachodnia od 1945 r. jest pod okupacją Indonezji. Wschodnia część, gdzie pracowałem, terytorialnie ma wielkość Polski. Są tam 864 języki, w tym 3 urzędowe. Najpopularniejszy jest malenesian pidgin, którego używa 95 proc. mieszkańców. Pidgin, tzn. biznes i język narodził się w portach handlowych. Papua nazywana jest „ostatnim rajem na ziemi” i co ciekawe poza malarią nie ma tam żadnych innych chorób tropikalnych. Jeśli chodzi o strukturę religijną, to obecnie mieszka tam 40 proc. katolików, 30 proc. luteran, a pozostałe wyznania to anglikanie i inne Kościoły protestanckie. Co ważne, nie dotarły tam żadne nurty islamu, buddyzmu czy innych religii Wschodu. Niezwykle ważne jest podkreślenie tego, że działalność pierwszych misjonarzy w Papui rozpoczęła się dopiero w 1956 r., gdyż zaledwie dwa lata wcześniej ekspedycje geograficzne dotarły, szczególnie w góry, do pierwotnych plemion.

– Jak więc wyglądała codzienność posługi misjonarskiej?

– Po przybyciu zostałem skierowany do parafii w Kagua w diecezji Mendi i pracowało tam wówczas trzech polskich kapłanów. Parafia Kagua składa się z czterech tzw. erii, tzn. pod-parafii (Kagua Central plus Seven Corner; Kware; Warasugu i Sumi). Dojeżdżaliśmy także do sąsiedniej parafii, gdzie nie było księdza (Erave). Łączna liczba wszystkich stacji (kaplic dojazdowych) w całej parafii Kagua wynosi 72. W większości była to górska parafia położona na wysokości ponad 2000 m n.p.m., a trzeba dodać, że najwyższy szczyt Papui Mont Wilhelm ma 4509 m. Na terenie parafii mieliśmy prawie 20 tys. katolików, a biorąc pod uwagę, że w stolicy państwa Port Moresby mieszka 120 tys. ludzi, to nasza wspólnota była rzeczywiście sporą. W diecezji pracuje 30 kapłanów, ale warto dodać, że gdy był początek ewangelizacji, to przyjechało tam 72 misjonarzy. Generalnie, gdy mówimy o misjach, to mamy wyobrażenie ewangelizacji, nawracania czy katechumenatu. Niezwykle ważne jest powiedzenie o tym, że jak Papuasi dowiedzieli się o tym, że jest chrześcijaństwo to oni sami biegali za misjonarzami prosząc o przybliżenie podstaw wiary. Aby to zrozumieć, należy sobie uświadomić, że w pierwotnych religiach nie było Boga, a istniało wyobrażenie szatana. Cała religia była zbudowana tak, aby zabezpieczyć się przed szkodliwym działaniem szatana. Była to religia strachu, związana także z nieustającymi wojnami plemiennymi. Kiedy Papuasi dowiedzieli się, że Chrystus pokonał diabła, to dla nich chrześcijaństwo okazało się niezwykle atrakcyjną religią, gdyż wiązało się to z pojęciem wolności. Oni są autentycznie dumni z tego że są chrześcijanami! Oczywiście jest jeszcze pośród nich wiele elementów magii i zabobonów, ale mówiąc szczerze, pewnie tyle samo co i pośród nas tu, w Polsce.

– A jaka jest kondycja tamtejszych rodzin?

– Pojęcie rodziny jest tam czymś nowym. W czasach przedchrześcijańskich rodzina to był klan. Wszyscy ludzie to moja rodzina, każdy starszy ode mnie to mój ojciec, moja matka. Ludzie w moim wieku to siostry i bracia, a młodsi to moje dzieci. Układ wiosek był taki, że w środku wioski był Haus Man – dom, w którym mieszkali wszyscy mężczyźni, a kobiety i dzieci wraz ze świniami mieszkały na obrzeżach wioski za ogrodami. Była tam oczywiście poligamia. Istnieje ona dotąd, ale już tylko wśród polityków, którzy biorą kilka żon, aby mieć za sobą przy wyborach kilka klanów. Obecny obraz rodziny jest na wskroś chrześcijański – ojciec, matka i kilkoro dzieci i oczywiście wszystko oparte na sakramencie małżeństwa, podczas którego np. narzeczeni nie podają sobie rąk, ale kładą je na Biblii. Bardzo budującym jest to, że im więcej jest dzieci w rodzinie, tym większy prestiż społeczny ma ta rodzina. Standardem jest posiadanie powyżej dziesiątki dzieci, a nierzadko jest to 15 czy 16.

– A czego moglibyśmy nauczyć się od chrześcijan z Papui-Nowej Gwinej?

– Niewątpliwie trzeba docenić ich gorliwość i entuzjazm wiary. Nie ma u nich czegoś takiego jak to, co zapożyczyliśmy od Greków: podział na sacrum i profanum, na święte i świeckie. U nich wszystko jest święte! Życie jest całością, a religia nie jest z niego wyodrębniona. Oni żyją religią cały czas. Pamiętam, jak tłumaczyłem im znaczenie modlitwy przed i po posiłku, to oni zdumieni spytali: a co w trakcie? Ciekawostką jest np. to, że w Wielkim Poście zamiast wodą święconą żegnali się przy wejściu do kościoła popiołem! W Środę Popielcową natomiast odbywał się pogrzeb napisu „Alleluja”, by w Wielkanoc odkopywać go i cieszyć się ze Zmartwychwstania. Zadziwia także frekwencja na niedzielnej Mszy św. Tam przychodzą na nią wszyscy, choć nie wiemy, ilu ludzi tam mieszka, bo nie jest prowadzona żadna ewidencja. Zaangażowanie w życie parafii jest także olbrzymie. Ze względów materialnych trudno im utrzymać finansowo parafię, więc przeważnie w czwartki przychodzi np. kilka osób po to, by coś wykonać dla parafii. Czasami nie starczało pomysłów, aby wskazać im pracę. Przyjeżdżając na Mszę św., wszystko miałem przygotowane od strony liturgicznej. Nam, misjonarzom, wydawało się, że to my będziemy ich uczyć wszystkich prawd wiary, a częstokroć jest tak, że to oni nauczyli nas ważnych postaw. Jednak trzeba powiedzieć, że oni mają wielką wiarę, ale jeszcze znikomą wiedzę religijną. Dlatego zadaniem misjonarzy jest nie tyle ewangelizacja, ile katechizacja. Miałem np. w liceum klasę, która liczyła 100 osób, a lekcja trwała 90 minut. Wychodziłem po niej wypoczęty, bo jest tam niesamowita dyscyplina i chęć przyswajania wiedzy. Trzeba także sobie uświadomić, że np. konstytucja Papui Nowej Gwinei rozpoczyna się od inwokacji do Pana Boga, czego brakuje, niestety, w naszej.

Tagi:
wywiad misje

Prymas Irlandii: nasz kraj to terytorium misyjne

2018-08-18 16:58

vaticannews / Armagh (KAI)

Irlandia wsławiła się, jako kraj misjonarzy, który posyłał księży na cały świat, aby krzewili wiarę katolicką. Ale teraz to Irlandia potrzebuje misjonarzy, potrzebuje nowej ewangelizacji – podkreśla abp Eamon Martin. Ordynariusz Armagh mówił o tym przed zbliżającym się Światowym Spotkaniem Rodzin w Dublinie.

shotscreen/EWTN
Abp Eamon Martin, prymas Irlandii

Przez ostatnie 40 lat w Kościele w Irlandii odnotowano ogromny spadek osób uczęszczających na Mszę, a jego moralny autorytet został zdruzgotany przez ujawnione skandale. W 1979 r. 93 proc. ludności deklarowało się jako katolicy, dziś jest to około 50 proc. Jako katolicy jesteśmy na terytorium misyjnym – wskazuje abp Martin. Dodaje, że księża powinni być misjonarzami we własnym kraju, odpowiadając na wyzwania współczesnego społeczeństwa.

Prymas Irlandii stwierdza również, że obecny kryzys Kościoła na Zielonej Wyspie, jest okazją dla duchowieństwa do odnowy i nabrania zapału duszpasterskiego. Podkreśla, że stare czasy, kiedy Kościół był instytucją dominującą w kraju, dawno minęły. Abp Martin zwraca uwagę, że przed nadchodzącym Światowym Spotkaniem Rodzin, Papież Franciszek spotkał się z wezwaniami do odpowiedzi na kwestie nadużyć seksualnych i ich tuszowania, praw osób homoseksualnych oraz roli kobiet w Kościele. Dlatego hierarcha ma nadzieję, że mówiąc w Dublinie w imieniu całego Kościoła, Ojciec Święty pomoże uleczyć rany jakie nosi w sobie również Irlandia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Procesja Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny

2018-08-18 22:43

o. Tarsycjusz Bukowski OFM/Biuro Prasowe Sanktuarium

- Kiedy rodzina jest silna? Kiedy w rodzinie dokonuje sie Zbawienie? Wtedy, kiedy tak, jak Maryja jesteśmy zdolni budować na Bożym błogosławieństwie - mówił bp Leszek Leszkiewicz z Tarnowa, który 17 sierpnia, podczas nieszporów na rozpoczęcie Procesji Pogrzebu Matki Bożej wygłosił kazanie.

o. F. Salezy Nowak OFM

Tłumy pątników, zgromadzonych na Dróżkach, uczestniczyły w modlitwie, której przewodniczył abp Salvatore Pennacchio, Nuncjusz Apostolski w Polsce. Podczas uroczystości był obecny również abp Marek Jędraszewski, metropolita krakowski.

W kazaniu bp Leszkiewicz odniósł się do sytuacji panującej obecnie w świecie i zwrócił szczególną uwagę na miejsce i rolę rodziny w życiu społeczeństwa i Kościoła. Odwołując się do dokumentu Pawła VI „Marialis cultus”, przypomniał, że Maryja przewodzi w kulcie wiary. Nauczał: - Ona jest pierwszą, która słuchała, pierwszą, która przyjęła Jezusa, pierwszą, która poszła drogą wiary. Ona jest pierwszą, która z ciałem i duszą jest już w niebie. (...)Warto sobie uświadomić przeżywając to wszystko, co towarzyszy dzisiaj, że Maryja prowadziła na ziemi życie codzienne, takie, jakie my prowadzimy. Maryja umiała dostrzec, że na drogach codziennego życia, jest obecny Pan Bóg. Kaznodzieja zwrócił uwagę na sposób życia Maryi, który jest inspiracją do odkrywania obecności Boga w życiu każdego chrześcijanina:- Jeśli chcemy przejść pielgrzymkę wiary, jak Maryja, trzeba uświadomić sobie, że Zbawienie dokonuje się w naszej codzienności. Nie czekajmy na wielkie wydarzenia - zachęcał biskup.

Przypomniał, że główną zasadą życia małżeńskiego jest miłość pochodząca z sakramentu: - Widok kochających się małżonków to nic innego, jak ich współdziałanie z łaską Pana Boga. (...) Jeśli małżeństwo, fundament szczęścia rodzinnego nie jest budowane na łasce sakramentalnej, to wcześniej, czy później, wszystko się rozsypie. (...) Mamo, tato, miejcie odwagę być rodzicami chrześcijańskimi, miejcie odwagę, żeby dzieciom opowiadać historię Jezusa. Nikt im nie zastąpi tej katechezy, którą dają rodzice. Trzeba, żebyśmy wrócili w naszych domach do tradycji opowiadania dzieciom historii Jezusa. Kaznodzieja zachęcał do podtrzymywania tradycji ludowych, które są nośnikami Ewangelii oraz relacji ze wszystkimi członkami rodziny, szczególnie ze starszymi.

Następnie podał trzy sposoby na ożywianie wiary w życiu rodziny:- Czuwajcie nad tym, żeby w waszych domach nie było nikogo, kto by rano i wieczorem nie zginał kolan do modlitwy. Jestem głęboko o tym przekonany, że tam, gdzie nie ma pacierza, tam rodzina oddala się od Pana Boga. Tam wieje chłodem. Drugą rzeczywistością ma być troska o katechezę rodziny poprzez obecność świętych wizerunków w mieszkaniach.- Zadbajmy o to, żeby z naszych domów nie znikały święte obrazy. Żeby w naszych domach nie brakło świętych obrazów. Kto z nas, starszych, nie pamięta, jak babcia, dziadek, mama tato pokazywali na obraz i tłumaczyli, kto to jest. To są bardzo głębokie katechezy. Trzecią rzeczywistością, na którą wskazał biskup Leszkiewicz, jest świętowanie niedzieli: - Jeśli rodzina ma być miejscem, w którym jesteśmy świadomi, że Bóg działa, trzeba na nowo pogłębiać prawdę o niedzieli, o świętym dniu. (...) Dla ludzi wierzących, niedziela ma być dniem świętym, a więc w niedzielę trzeba dołożyć starań, żeby wszyscy, którzy tworzą rodzinę, uczestniczyli we mszy świętej. (...) Ważne, by rodzice tłumaczyli dzieciom, dlaczego idziemy do kościoła, dlaczego to jest ważne.

Na zakończenie biskup zachęcił pielgrzymów, by myśleli o tym, że sami kiedyś z duszą i ciałem mogą znaleźć się w niebie: -Pan Bóg bardzo pragnie naszego Zbawienia, Pan Bóg nie skąpi łaski nikomu. Więcej, Bóg daje nam w obfitości swoją łaskę, czeka na nas tam, gdzie jest już Maryja, gdzie są dusze świętych, gdzie kiedyś, oby każdy z nas, mógł znaleźć miejsce i chwalić Pana Boga na wieki.

W procesji wzięło udział prawie 120 asyst i 60 orkiestr dętych. Nie zabrakło górali, ślązaków, górników, oraz innych grup w strojach regionalnych. Były także asysty w strojach z epoki. Przywilej niesienia figury Matki Bożej w trumience podtrzymuje jedna z najstarszych grup uczestniczących w odpuście, asysta cieszyńska. Pielgrzymi wysłuchali kazań przy kaplicach zaśnięcia Matki Bożej opartych o nauczanie Jana Pawła II.

- Byliście dla mnie przykładem wielkiej wiary i umocnienia - powiedział do pielgrzymów abp Salvatore Pennacchio na zakończenie Eucharystii, której przewodniczył przed kościołem Grobu Matki Bożej.



Podczas liturgii homilię wygłosił abp Marek Jędrzaszewski. W oparciu o słowa z Księgi Apokalipsy św. Jana: „Ujrzałem niebo nowe i ziemie nową, bo pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęły i morza już nie ma…”,przypomniał, że słowa te niosą ogromną nadzieję w życie każdego wierzącego. Metropolita zwrócił uwagę, że nim wszystko stało się nowe, historia życia Maryi była drogą Jezusa: - W tę historię człowieka wszedł całkowicie Jednorodzony Syn Boży - Jezus Chrystus rodząc się z przeczystego łona Najświętszej Maryi Panny. (...) Chrystus przyjął na siebie człowieczą śmierć. Przyjął z całym bólem poczucie osamotnienia, wyrażonym w Jego dramatycznym wołaniu: Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?(...) Przez to wszystko przeszedł, aby nas zbawić. Metropolita zwrócił uwagę, że taka jest droga każdego człowieka wierzącego, także Matki Bożego Syna. Też przeszła przez ból, też doświadczyła, co znaczy przebite mieczem boleści serce.

- Na mocy chrztu świętego zostaliśmy wszczepieni w śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa - zwrócił się do pielgrzymów. I nauczał: - Umarliśmy dla grzechu i ciągle chcemy dla grzechu umierać, wpatrzeni we wzór Przenajświętszej Dziewicy Maryi. I chcemy za Nią podążać także w tych naszych myślach i pragnieniach, które prowadzą nas za Nią ku ostatecznemu naszemu szczęśliwemu przeznaczeniu - do domu Ojca bogatego w miłosierdzie, gdzie w Jeruzalem Nowym zobaczymy Baranka będącego światłem tego nowego miasta. (...) To są nasze najświętsze pragnienia. To są nasze najbardziej fundamentalne nadzieje. Wszystko przeminie, ale ci, którzy są złączeni z Chrystusem, będą cieszyli sie wieczną szczęśliwością - mówił Arcybiskup.

Na zakończenie uroczystości Prowincjał Bernardynów, o. Teofil Czarniak OFM, zwrócił się do Nuncjusza Apostolskiego: - Dzisiaj stałeś sie jednym z pątników, jednym z pielgrzymów kalwaryjskich. (...) dzisiaj proszę Cię, abyś kiedy spotkasz Ojca Świętego, przekazał Mu, czego dzisiaj doświadczyłeś, że widziałeś wiarę, widziałeś młodość, widziałeś oddanie Bogu i widziałeś nadzieję. Bóg zapłać za Twoja obecność! Do pielgrzymów Prowincjał powiedział: - Na zakończenie pragnę podziękować wam. (...) To właśnie wy, wasza wiara i wasza obecność, uświęca to miejsce. Dzięki wam, Kalwaria jest miejscem świętym.

- Odczuwam ogromne wzruszenie waszą obecnością, widząc waszą wiarę. (...) Zapewniam Ojca Prowincjała, że przy pierwszym spotkaniu z Ojcem Świętym opowiem o naszej modlitwie i waszej wierze, którą zna już od czasu Światowych Dni Młodzieży w Krakowie, na których był obecny. Kiedy czytałem pamiętniki i wspomnienia św. Jana Pawła II, wiele razy czytałem o tym miejscu, dlatego dla mnie, duchowego syna papieża Polaka, było ogromnym wzruszeniem zobaczyć to miejsce na własne oczy - spontanicznie potwierdził abp Pennacchio.

Eucharystia była ostatnim punktem uroczystości Pogrzebu Najświętszej Maryi Panny. Po mszy świętej figura Matki Bożej w trumience została złożona w miejscu grobu Maryi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Piekary Śląskie: pielgrzymka kobiet do Matki Sprawiedliwości i Miłości Społecznej

2018-08-19 21:06

ks. sk / Piekary Śląskie (KAI)

„Wdzięczność” była tematem, który zdominował piekarskie wzgórze podczas stanowej pielgrzymki kobiet do sanktuarium Matki Sprawiedliwości i Miłości Społecznej w Piekarach Śląskich.

www.piekary.pl

O wdzięczności mówił metropolita katowicki abp Wiktor Skworc. – Wdzięczność oznacza, że potrafimy dostrzec i docenić dobro, jakie otrzymujemy od Boga i od ludzi – mówił.

Szczególne podziękowania złożył rodzinom, w których kobiety odgrywają niezwykle ważną rolę. Mobilizował równocześnie pątniczki do tego, aby uczyły „dzieci i młodzież macierzyństwa przyjmującego życie i strzegącego życia; macierzyństwa rozumianego jako misja i powołanie; macierzyństwa przekazującego wiarę, wartość i kulturę oraz umiłowanie ojcowizny i ojczyzny”.

Temat rodziny przewinął się także podczas homilii w czasie Eucharystii. Wygłosił ją abp Tomasz Peta z Kazachstanu, który zwrócił uwagę, że „ostateczna walka między dobrem i złem rozegra się właśnie o świętość rodziny”.

Metropolita katowicki zauważył także, że „paleta inicjatyw rządowych i pozarządowych na rzecz umocnienia rodziny oraz jej kompleksowego wspierania (…) dają nadzieję na pomyślna przyszłość”.

Hierarcha zaapelował także o rozważenie projektu dotyczącego wprowadzenia emerytur dla kobiet, które całe swoje życie poświęciły na wychowanie dzieci. Ta wypowiedź spotkała się z bardzo pozytywnym przyjęciem ze strony pątniczek.

W Piekarach odniesiono się także kilkakrotnie do nauczania papieża Franciszka. Abp Skworc zwrócił uwagę, że grudniowy szczyt klimatyczny jest „doskonałą okazją do jeszcze lepszego poznania nauczania papieża zawartego w encyklice „Laudato si”.

W czasie nieszporów biskup nominat Grzegorz Olszowski przytoczył natomiast papieskie nauczanie zawarte w adhortacji Gaudete et exsultate. Przypomniał, że ojciec święty przestrzega przed niebezpieczeństwami na naszej drodze do świętości. - Takimi niebezpieczeństwami są: współczesny subiektywizm, czyli „po swojemu”. Bo mnie się wydaje, że to jest tak i nie dopuszczam innej możliwości… (…). Drugie niebezpieczeństwo to współczesny pelagianizm, kiedy chcemy wszystko zrobić o własnych siłach – mówił biskup nominat.

Jednym z tematów poruszonych przez abp Tomasza Petę z Kazachstanu był walka między dobrem a złem, która trwa w sercu każdego człowieka. Wymienił także zagrożenia, „niszczące idee przewalające się przez świat, idee bezbożnictwa i braku rozumu”. Zaliczył do nich: ideologię gender, eutanazję, brak poszanowania życia od poczęcia, „prawo do aborcji”, czyli do zabicia drugiego człowieka, liberalne podejście do małżeństwa.

Podczas pielgrzymki głos zabrał także bp Tadeusz Kusy OFM, który podczas „godziny ewangelizacji” opowiadał o strasznej sytuacji panującej w ogarniętej wojną domową Republice Środkowej Afryki. Prosił także kobiety o modlitwę w intencji RŚA, zwłaszcza o dar pokoju i zakończenie walk. – Sytuacja jest tak trudna i pogmatwana, że po ludzku rozwiązać się jej nie da – stwierdził.

Szczególnym akcentem tegorocznej pielgrzymki świata żeńskiego do Matki Sprawiedliwości i Miłości Społecznej było ofiarowanie złotej róży. Komentując ten gest metropolita katowicki zauważył, że „w symbolice chrześcijańskiej róża oznacza Chrystusa, ale także doskonałość i cnoty Maryi. Tytuł Maryi „Róża Duchowna” został zatwierdzony przez Kościół jako odpowiedni do wypowiedzenia duchowego piękna Maryi, ponieważ Ona jest ikoną piękna Boga”.

W niedzielę po 15 sierpnia świat żeński archidiecezji katowickiej pielgrzymuje do Matki Sprawiedliwości i Miłości Społecznej w Piekarach Śląskich. Corocznie na piekarskie wzgórze przybywa około 80 tys. kobiet. W tym roku homilię podczas pielgrzymki wygłosił abp Tomasz Peta z Kazachstanu, a głównym celebransem Eucharystii był bp Jan Kopiec z Gliwic.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem