Reklama

Organiście życzmy… dobrego proboszcza!

2018-08-01 10:33

Adam Szewczyk
Edycja szczecińsko-kamieńska 31/2018, str. VI

Adam Szewczyk
Dr Łukasz Popiałkiewicz

Pod koniec maja br. w szczecińskiej parafii św. Stanisława BM miał miejsce koncert dyplomowy studenta III roku Akademii Sztuki w Szczecinie Rafała Bigotta. W programie znalazły się zarówno dzieła organowe, jak i wokalne oraz wokalno-instrumentalne (m.in. Litaniae Lauretanae J. D. Zelenki). Wystąpił zespół wokalny Agniculi oraz zespół instrumentalny pod kierunkiem dyplomanta. Z tej okazji o krótką rozmowę na temat roli muzyki organowej podczas liturgii, funkcjach organisty w parafii oraz kondycji kunsztu organistowskiego w naszej archidiecezji poprosiłem dr. Łukasza Popiałkiewicza.

Adam Szewczyk: – Panie Łukaszu, Akademia Sztuki w Szczecinie, będąca obecnie u progu jubileuszu 10-lecia istnienia, kształci artystów, w tym muzyków, przygotowując ich do misji krzewienia kultury w okolicznościach przeróżnych. Kim są organiści kończący naukę w tej jednej z młodszych uczelni szczecińskich – instrumentalistami, muzycznymi uniwersalistami czy może bardziej muzycznymi animatorami liturgicznymi?

Łukasz Popiałkiewicz: – Na Akademii Sztuki w Szczecinie są dwa wydziały muzyczne, na których można się uczyć gry na organach: Wydział Instrumentalny oraz Wydział Edukacji Muzycznej. Na Wydziale Instrumentalnym, jak sama nazwa wskazuje, wybrany instrument stanowi główny przedmiot nauczania, z czym wiąże się wiele godzin zajęć przy instrumencie, a w przypadku organów studenci uczą się tylko literatury organowej. Natomiast na Wydziale Edukacji Muzycznej można wybrać specjalizację „muzyka kościelna”, w ramach której także można się uczyć literatury organowej, ale oprócz tego jest kilka przedmiotów ściśle związanych z liturgią, m.in.: śpiew liturgiczny, prawo kościelne z liturgiką, zespół chorałowy, akompaniament liturgiczny.

– Obecnie zaciera się obraz organisty jako osoby, której powierzano nie tylko funkcje rzemieślniczego akompaniatora, tudzież kantora. Pobierając nauki, zaciągał on tym samym dług wobec swego mecenatu, obligujący go później do szerszego zaangażowania w swej macierzystej parafii. Dzieląc się zdobytą wiedzą i artystycznym wyrobieniem z właściwą sobie wrażliwością podejmował trud prowadzenia parafialnych scholi, chórów. Często sam kształcił. Czy i dziś podejmowane są próby wszczepiania przyszłym organistom pragnienia propagowania kultury muzycznej jako jednego z istotnych elementów ich zawodowej domeny?

– Tak. W czasie całego toku nauki w Akademii Sztuki w Szczecinie przyszli organiści uczestniczą w szeregu koncertów, zarówno jako wykonawcy (śpiewający czy grający), jak i później jako organizatorzy. Wielu z nich samodzielnie lub wespół z koleżankami i kolegami, a także przy pomocy swoich pedagogów, organizuje swoje koncerty dyplomowe. Studenci uczą się tym samym, jak tworzyć repertuar koncertowy, aby był on interesujący dla publiczności, w jaki sposób współpracować z innymi muzykami, a także jak zorganizować audytorium na swój koncert. Najlepiej, gdy sami młodzi artyści zafascynowani są jakimś rodzajem muzyki i swoją pasją chcą dzielić się z innymi; wówczas są oni najbardziej przekonujący. W wielu przypadkach zależy to także od zaangażowania nauczycieli prowadzących.

– Znowelizowana w 2017 r. Instrukcja KEP o muzyce kościelnej nie zrewolucjonizowała podejścia Kościoła do roli muzyki w celebracjach liturgicznych. Jej autorzy w dalszym ciągu podkreślają fakt towarzyszenia muzyki w świętej liturgii niebędącej niczyją własnością prywatną – ani celebransa, ani wspólnoty w której sprawuje się sakramenty, odwołując się zarazem do odwiecznej obecności muzyki w sprawowaniu liturgii. Choć w rozdziale poświęconym muzyce instrumentalnej głos ludzki stawiany jest przed wszelkimi instrumentami, to jednak wymienia się akompaniament, szczególnie organowy, jako element ułatwiający ludowi Bożemu udział w świętych obrzędach. Co o tym decyduje i dlaczego to właśnie organy piszczałkowe mają poczesne miejsce wśród instrumentów towarzyszących śpiewom kościelnym?

– Według instrukcji, o której Pan mówi, „w liturgii głos ludzki ma pierwszeństwo przed wszelkimi instrumentami” (pkt 36) i o tym należy pamiętać. Natomiast w VI rozdziale Konstytucji o Liturgii Świętej z 1963 r. czytamy, że „w Kościele łacińskim należy mieć w wielkim poszanowaniu organy piszczałkowe jako tradycyjny instrument muzyczny” (pkt 120). Inne dokumenty kościelne także przytaczają ten fragment. Organy są instrumentem harmonicznym, co również ma znaczenie w akompaniowaniu śpiewowi wiernych. Z organów można wydobywać zarówno dźwięki delikatne, jak i ukazać potęgę brzmienia; w zależności od sytuacji, organista może wprowadzić wiernych zarówno w nastrój modlitewnego skupienia, ale także może sprawić atmosferę podniosłą, np. grając tutti po liturgii. Muzyk grający na tym instrumencie, może korzystać z wielu registrów, za pomocą których tworzy rozmaite kolory brzmieniowe. Przede wszystkim zaś odpowiednio dobrane brzmienie oraz właściwy sposób grania może pomóc ludziom w śpiewie, co jest jednym z głównych celów gry organisty liturgicznego.

– Czy jako wykładowca w Katedrze Muzyki Kościelnej jest Pan w stanie ocenić przekrojową kondycję organistowskiego kunsztu w szczecińskich kościołach?

– Szczerze mówiąc, sytuacja związana z muzyką liturgiczną w całej archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej pozostawia wiele do życzenia. Przyczyn jest wiele. To wszystko powoli się zmienia; Akademię Sztuki w Szczecinie opuszczają co roku kolejni wykształceni organiści. W 2010 r. powstało także Studium Organistowskie w Szczecinie prowadzone przez Stowarzyszenie „Pro Musica Sacra”, które do dziś ukończyło już 36 osób. Nadal jednak niektórzy proboszczowie niechętnie zatrudniają wykształconych muzyków; albo z powodów finansowych (koszt zatrudnienia osoby niewykształconej może być znacznie niższy), albo też z innych powodów (np. wykształceni muzycy znacznie lepiej orientują się w prawodawstwie liturgicznym i chcieliby czynić posługę organisty zgodnie ze wskazaniami Kościoła, co często stoi w konflikcie z tzw. tradycją parafii).

– Jakie predyspozycje artystyczne powinien mieć kandydat na organistę?

– Kandydat na organistę powinien mieć bardzo dobry słuch, ale także powinien dobrze śpiewać, znać zasady muzyki oraz umieć grać na instrumencie klawiszowym przynajmniej w stopniu podstawowym. Poza tym powinien być śmiały i zdecydowany.

– Czy organista podejmujący stałą posadę w parafii pozbawia się możliwości artystycznego rozwoju?

– To zależy. Jeśli młody muzyk trafi na pracodawcę, który umożliwi mu rozwój, pozwoli mu na naukę, da nieograniczony dostęp do instrumentu, a także będzie go wspierał we wszystkich jego działaniach na polu muzyki liturgicznej (czy szerzej sakralnej), wówczas organista będzie mógł się rozwijać, z wielkim pożytkiem dla danej parafii.

– Czego życzyć początkującemu organiście kościelnemu?

– Każdemu organiście, nie tylko początkującemu, życzyłbym przede wszystkim dobrego proboszcza. Wiele od tego zależy. Proboszcza, który swojego organistę będzie szanował, doceniał wszystkie jego starania, umożliwiał mu rozwój. Jeśli organista będzie czuł wsparcie ze strony pracodawcy, wówczas będzie czynił wielkie rzeczy, zarówno podczas liturgii, jak i poza nią.

Łukasz Popiałkiewicz – muzyk, dyrygent, pedagog na Wydziale Edukacji Muzycznej Akademii Sztuki w Szczecinie, dyrektor Studium Organistowskiego w Szczecinie, organista w parafii pw. św. Kazimierza w Szczecinie oraz prezes zarządu Stowarzyszenia „Pro Musica Sacra”, liturgiczny pasjonat, akcentujący troskę o właściwe i godne stosowanie muzyki w utrwalonej tradycją Świętej Liturgii Kościoła.

Tagi:
wywiad organista

Bogu niech będą dźwięki!

2018-06-20 08:09

Bp Andrzej Przybylski
Edycja częstochowska 25/2018, str. VIII

Fotolia_Minerva Studio

Uczestniczyłem ostatnio w spotkaniu formacyjnym dla organistów. Trochę posmutniałem widząc, że mamy ich w archidiecezji coraz mniej, a przynamniej coraz mniej takich, którzy wykonują swoje posłannictwo w sposób profesjonalny i duchowy. Któż z nas, idąc do kościoła, nie oczekuje pięknej muzyki sakralnej i poruszającego serce śpiewu liturgicznego? Dlatego wszystkim organistom jesteśmy winni wdzięczność, szacunek i modlitwę. Bez tego nasze kościoły mogą wkrótce zamilknąć albo napełnić się sztuczną muzyką z „elektronicznej” maszyny, która ma może sporo energii elektrycznej, ale nic z ducha. Nie zastąpią też organistów liderzy kapeli, specjalizujących się w weselnych biesiadach, którzy zamiast odsypiać weselne hulanki, będą nas karmić na niedzielnych Mszach pieśniami o rytmach kojarzących się bardziej z ludowymi przyśpiewkami i disco polo niż z chwałą Bożą i modlitwą.

Potrzebujemy więc wielkiej mobilizacji i działania na rzecz wspierania i rozwoju muzyki kościelnej. Nie jest to tylko sprawa ładnej i przyjemnej oprawy liturgii, ale zbawienia ludzi i ich ewangelizacji. Jak zawsze, spore znaczenie mają tutaj pieniądze. Dobry organista to zawodowy organista, czyli taki, który może być nie tylko do ciągłej dyspozycji w parafii, ale którego stać na dokształcanie, rozwijanie swojego warsztatu, a przede wszystkim na godne utrzymanie siebie i rodziny. To bardzo trudne dla małych i biedniejących parafii. Może, przynajmniej w tych większych, warto zrobić wszystko, żeby dobry organista był ambicją wspólnoty parafialnej i duszpasterzy. Robimy czasem poważne inwestycje, bez wątpienia potrzebne, ale czy równie ważną, a może jeszcze ważniejszą inwestycją w parafii nie jest utrzymanie dobrego organisty?

Dzięki Bogu mamy jeszcze sporo możliwości kształcenia przyszłych animatorów naszej kościelnej muzyki i śpiewu. Dla absolwentów szkół muzycznych (polecam Jasnogórską Szkołę Muzyczną w Częstochowie! ) lub po prostu dla pasjonatów muzyki kościelnej mamy w archidiecezji Studium Organistowskie przy Wyższym Instytucie Teologicznym. Nie wyobrażam sobie, żeby w parafii mógł zasiąść na chórze ktoś, kto nie przeszedł choćby takiego studium, dzięki któremu kandydat na organistę może zrozumieć, co to znaczy grać i śpiewać dla Pana.

Dużo jeszcze można pisać o naszych organistach, z podziwem i z narzekaniem. Świadczy to tylko o tym, że sprawa jest najwyższej rangi. Myśląc o tym problemie, zaczyniajmy od dziękczynienia, bo może jak będziemy umieli być wdzięczni za każdego dobrego organistę, to Pan Bóg da nam jeszcze lepszych, a jak będziemy tylko narzekać, to stracimy nawet tych, których jeszcze w kościele mamy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Marsz w obronie dzieci przed aborcją i LGBT

2019-03-20 16:27

Artur Stelmasiak

W Narodowy Dzień Życia 24 marca, każdy z nas będzie mógł wyrazić swoje poparcie dla ochrony życia poczętego oraz sprzeciwić się wobec agresywnej kampanii LGBT w edukacji

Artur Stelmasiak/Niedziela

W ostatnich tygodniach Polacy mają aż nadto powodów, aby wyrazić swoje poparcie dla wartości chrześcijańskich w życiu społecznych. To także okazja, by pokazać sprzeciw wobec akcji "edukacyjnej", która jest zagrożeniem dla rodzin, a zwłaszcza dzieci w wieku szkolnym. - Narodowy Marsz Życia jest ogólnopolską inicjatywą, której celem jest przypomnienie o prawie do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, ale także będzie wsparciem dla ochrony naturalnej rodziny i prawa rodziców do decydowania o wychowaniu swoich dzieci - mówi rzecznikiem prasowym marszu Lidia Sankowska-Grabczuk. - Ochrona rodziny i dzieci nabiera szczególnego znaczenia w Warszawie choćby ze względu na politykę władz miasta nakierowaną na promocję w szkołach ideologii i postulatów ruchu LGBT.

Uczestnicy ogólnopolskiego marszu będą upomnieć się o konkretne działania władz państwowych, obiecane i deklarowane, a obecnie zaniechane. Będzie to więc kolejny apel o jak najszybsze przyjęcie przez Sejm w formie ustawy obywatelskiego projektu „Zatrzymaj aborcję”, pod którym podpisało się ponad 800 tysięcy obywateli, oraz wypowiedzenia przez nasze państwo genderowej Konwencji Stambulskiej i zaproponowania Międzynarodowej Konwencji Praw Rodziny. - Jestem mamą rocznej córeczki i jestem przerażona tym co obecnie w Polsce się dzieję. Idę protestować, bo boję się o to w jakim środowisku będzie dorastać i czego będzie uczyć się moje dziecko - mówi Magdalena Korzekwa-Kaliszuk. - Czuję odpowiedzialność za przyszłość mojego dziecka. Jako matka zrobię wszystko, by chronić swoje dziecko przed agresją zideologizowanych środowisk.

Organizatorem Narodowego Marszu Życia jest Chrześcijański Kongres Społeczny, Polska Federacja Ruchów Obrony Życia i Fundacja św. Benedykta. Rozpocznie się on 24 marca o godz. 13.30 na placu Zamkowym i przejdzie na pl. Trzech Krzyży. Wcześniej o godz. 12.00 uczestnicy zaproszeni są na Msze św. w kościele akademickim św. Anny. - Stajemy w obronie tych dzieci, które dziś są zagrożone legalną aborcją. Przecież w Polsce masowo zabija się dzieci m. in. z Zespołem Downa. Nasz Narodowy Marsz Życia upomina się o prawo do życia dla każdego dziecka, ale także idziemy w obronie rodziny, która jest atakowana wrogimi ideologiami ze wszystkich stron - mówi Korzekwa-Kaliszuk i zaprasza na niedzielny marsz: - Idźmy razem, by bronić tych, którzy sami obronić się nie mogą.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Hiszpania: jutro beatyfikacja kolejnego męczennika wojny domowej – Mariana Mullerata

2019-03-22 19:09

kg (KAI) / Tarragona

W sobotę 23 marca w katedrze w Tarragonie prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych kard. Angelo Becciu ogłosi błogosławionym świeckiego Katalończyka, lekarza i polityka Mariana Mullerata i Soldevilę. Będzie to druga w tym roku beatyfikacja, tym razem pojedynczej osoby, nawiązująca do prześladowań religijnych w Hiszpanii w latach 1934-39. 9 bm. w Oviedo odbył się podobny obrzęd, podczas którego do chwały ołtarzy wyniesiono 9 miejscowych kleryków zamordowanych w latach 1934-37.

wikipedia.org

Poniżej podajemy krótki życiorys nowego błogosławionego.

Marian (Marià) Mullerat i Soldevila urodził się 24 marca 1897 w miasteczku Santa Coloma de Queralt koło Tarragony (w północno-wschodniej Hiszpanii) w wielodzietnej rodzinie zamożnego właściciela ziemskiego. Gdy miał 3 lata, stracił matkę, ale nie przeszkodziło mu to w ukończeniu z bardzo dobrymi wynikami szkoły katolickiej w sąsiednim Reus. W 1914 został członkiem Straży Honorowej Świętego Serca Jezusowego i pozostał jej wierny do końca życia. Codziennie uczestniczył we Mszy św., często przystępował do sakramentów. W wieku 18 lat związał się z kółkiem młodzieżowym w swym miasteczku rodzinnym o charakterze konserwatywnym. Wtedy też zaczął zamieszczać swe pierwsze artykuły polityczne w miejscowej prasie.

W 1914 rozpoczął studia medyczne na uniwersytecie w Barcelonie. Dał się wówczas poznać nie tylko jako świetny student, ale także jako gorliwy obrońca wiary katolickiej, np. broniąc publicznie dziewictwa Maryi w dyskusji z profesorem, który to podważał. W 1918 rozpoczął praktykę lekarską, a dyplom ukończenia medycyny i chirurgii z odznaczeniem uzyskał w październiku 1921. Wcześniej założył wraz z kolegą pismo poświęcone anatomii patologicznej.

14 stycznia 1922 w mieście Arbeca na północy Hiszpanii ożenił się z Marią Dolores Sans Bové, którą poznał 4 lata wcześniej w czasie wakacji w stronach rodzinnych. Z tego małżeństwa urodziło się pięć dziewczynek, z których pierwsza wkrótce zmarła. W domu, w którym – poza nim – były same kobiety (dwie babki, prababka i służąca), panowała bardzo religijna atmosfera: wieczorami codziennie odmawiano różaniec, były krótkie chwile refleksji i milczenia. Jednocześnie był to dom otwarty na potrzebujących, których nie brakowało.

Marian był lekarzem rodzinnym, znanym i cenionym, posługującym zarówno w Arbece, jak i w jej okolicach. Pacjentów przyjmował codziennie w swym gabinecie i – częściej – w ich domach. Tym, którzy dziękowali mu za wyleczenie z ciężkich dolegliwości, odpowiadał niezmiennie: „To nie mnie dziękujcie, ale Bogu, bo to On leczy”. Swym pacjentom i biedakom pomagał też materialnie, pozostawiając im dyskretnie pieniądze na niezbędne potrzeby.

Przez całe swe dorosłe życie należał do Stowarzyszenia Rekolekcji Parafialnych, które propagowało wśród wiernych praktykę ćwiczeń duchowych według św. Ignacego Loyoli. W latach 1923-26 redagował założone przez siebie pismo „L’Escut”, w którym w języku katalońskim szerzył katolicką naukę społeczną. Ukazywały się w nim artykuły z dziedziny rolnictwa, religii, dziejów tych stron. Marian był entuzjastą postępu cywilizacyjnego wśród swych mieszkańców i okazywał to w tekstach, w których łączył tematykę społeczną z wiarą.

To jego wielostronne zaangażowanie sprawiło, że 29 marca 1924 został wybrany na burmistrza Arbeki i sprawował ten urząd 6 lat. Angażował się bardzo na rzecz miejscowej społeczności, poprawy warunków jej życia zarówno pod względem materialnym, jak i moralnym. Nie zapominał przy tym o szerzeniu i wspieraniu wiary i kultury chrześcijańskiej, które już wówczas były bardzo zagrożone.

Od 1930 stopniowo wycofywał się z działalności politycznej, widząc, jak po ustanowieniu wtedy drugiej republiki zaostrza się sytuacja wewnętrzna w kraju, a Kościół jest coraz bardziej atakowany i prześladowany. Miał też świadomość narastającego zagrożenia osobistego i za radą przyjaciół zamierzał schronić się wraz z rodziną w Saragossie, ale gdy przybył do pobliskiej Lleídy, postanowił wrócić, nie chciał bowiem pozostawiać swych chorych bez opieki. Pomagał też, na ile mógł, miejscowym siostrom zakonnym, a nawet niektórym milicjantom z oddziałów republikańskich.

W końcu jednak o świcie 13 sierpnia 1936 został schwytany na drodze z Arbeki do Lleídy, załadowano go wraz z 5 innymi osobami na ciężarówkę i po kilku godzinach ich rozstrzelano. Przed śmiercią Mullerat przebaczył swym prześladowcom, zapisał też na kartce imiona swych pacjentów i poprosił innego lekarza, aby o nich pamiętał. Zwłoki straconych oprawcy oblali benzyną i podpalili.

Tożsamość Mariana Mullerata rozpoznano później na podstawie kilku narzędzi lekarskich i kluczy do domu, które przy nim znaleziono.

Proces beatyfikacyjny na szczeblu diecezjalnym w Tarragonie toczył się w latach 2003-07 a dekret uznający męczeństwo lekarza i polityka z Arbeki podpisał Franciszek 7 listopada 2018.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem