Reklama

„Mam satysfakcję z tego, co robię”

2018-10-03 08:07

Monika Mazanek-Wilczyńska
Edycja szczecińsko-kamieńska 40/2018, str. IV

Polska Baza Genetyczna Ofiar Totalitaryzmów
Wizyta Prezydenta RP Andrzeja Dudy w Polskiej Bazie Genetycznej Ofiar Totalitaryzmów

Z dr. n. med. Andrzejem Ossowskim – kierownikiem Polskiej Bazy Genetycznej Ofiar Totalitaryzmów (PBGOT) w Szczecinie – rozmawia Monika Mazanek-Wilczyńska

Monika Mazanek-Wilczyńska: – 62 ofiarom zwróciliście już człowieczeństwo. Z waszej strony internetowej wynika, że ostatnią zidentyfikowaną ofiarą jest Stefan Długołęcki, podpułkownik Wojska Polskiego, aresztowany w 1948 r. i stracony w więzieniu na Rakowieckiej. Jego szczątki znaleźliście w kwaterze „Ł” Cmentarza Powązkowskiego w Warszawie.

Dr Andrzej Ossowski: – Już mamy razem przeszło 90 osób, które zostały zidentyfikowane w ramach projektu. Ofiar jest coraz więcej, natomiast zakończyliśmy badania ponad 800 ofiar. Tak naprawdę moglibyśmy zidentyfikować 800 osób, ale nie jest to możliwe z uwagi na to, że nie mamy materiału porównawczego.

– Zespół PBGOT zakończył prace na Łotwie, prowadzone na zlecenie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego (MKiDN). Podczas badań znaleźliście szczątki dwóch żołnierzy WP w pobliżu Dyneburga. Żołnierze polegli w 1919 r. w walkach z bolszewikami. Udało się ustalić nazwiska poległych.

– Ich pogrzeb już się odbył, te prace prowadziliśmy w 2017 r. Pogrzeb odbył się na jesieni. Bardzo uroczysty, z przedstawicielami władz polskich. Był minister Jarosław Sellin z MKiDN i to była wzniosła uroczystość. To są żołnierze polegli w 1919 r. Dla nas to było wyjątkowe wydarzenie. Razem chowano 9 żołnierzy. Bardzo ciekawe doświadczenie.

– Sięgacie już głębiej i już identyfikujecie nie tylko ofiary z czasów po II wojnie, ale także te z I wojny światowej i wojny polsko-bolszewickiej.

– Jesteśmy w stanie badać coraz starsze szczątki ludzkie. Tutaj też mamy projekty dotyczące szczątków z okresu średniowiecza, okresu neolitycznego, tylko że te badania są już trochę inne, niż badania tego materiału, który pochodzi z wieku XX, i są też inne emocje. Materiały z XX wieku możemy zidentyfikować, bo żyją ich rodziny.

– Odwiedził was również Jan Józef Kasprzyk p.o. szefa Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych. Jaki jest efekt tej wizyty?

– Minister Kasprzyk jest bardzo ujmującą postacią i tutaj jego wizyta była dla nas bardzo miła, bo to pokazuje, że ten projekt jest rozpoznawalny i jest doceniany przez wszystkich. Tak jak patrzymy od wewnątrz, to jesteśmy takim miejscem, które jednoczy wszystkich i wszystkie opcje polityczne. Rzeczywiście ludzie bardzo chętnie do nas przyjeżdżają. Był i prezydent Andrzej Duda i minister Jarosław Gowin i marszałek Joachim Brudziński i wojewoda Krzysztof Kozłowski, i odwiedzają nas władze kościelne – w osobie abp. Andrzeja Dzięgi, który był u nas kilkukrotnie i bardzo nas wspiera w tych działaniach. Oczywiście odwiedza nas także wielu naukowców. To zainteresowanie projektem jest bardzo duże i cieszymy się z tego, bo dzięki temu łatwiej nam pracować.

– Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich w Szczecinie uhonorowało Pana nagrodą „Osobowość Roku” . Gratuluję w imieniu Czytelników „Niedzieli”. Czym dla Pana jest ta nagroda?

– Jest to dla mnie coś wyjątkowego, bo to są nagrody, które są przyznawane dziennikarzom, natomiast wśród nagród jest jedna dla osoby, która się czymś widocznie wyróżniła i bardzo mi miło, że to ja zostałem doceniony. Ale ja to traktuję jako nagrodę dla projektu, oczywiście. Projekt został dostrzeżony i doceniony przez dziennikarzy. I to jest bardzo ważne. Gdyby nie dziennikarze, ten projekt nie miałby takich sukcesów. Bo to państwo docieracie do rodzin. Dzięki temu rodziny się do nas zgłaszają, możemy tych ludzi identyfikować. Nasza praca odbywa się w cieniu różnych instytucji, w cieniu osób, które wykonują prace ekshumacyjne. My jesteśmy trochę z tyłu.

– Udaje się wam zbadać ok. 6 ofiar miesięcznie. Czy można ten wynik polepszyć?

– Dzisiaj to jest ok. 10 ofiar miesięcznie. Nie zawsze badania kończą się identyfikacją. Oczywiście, zawsze można coś polepszyć, ale tutaj pośpiech jest absolutnie niewskazany. My musimy mieć absolutną pewność, czy to są ci ludzie, czy też nie, i żeby nie popełnić tych błędów, jakie zostały popełnione przy badaniu ofiar katastrofy smoleńskiej i niektórych ofiar zbrodni komunistycznych. Absolutnie nie możemy sobie pozwolić, by popełnić błędy. A tutaj pośpiech do tego doprowadza. Zespół, który teraz pracuje, jest to zespół 12-osobowy. Spokojnie można powiedzieć, że jest to największy zespół w Polsce, a nawet w Europie. Tutaj nie ma drugiego takiego. Staramy się postawić na jakość badań, a nie na ich tempo.

– Co mówią rodziny, gdy przekazujecie im informację o zidentyfikowaniu ofiary?

– To jest bardzo różnie. Z reguły, przeważnie rodziny są zszokowane, że rzeczywiście udało się odnaleźć i zidentyfikować. Na początku jest niedowierzanie, syndrom wyparcia, a potem olbrzymia ulga. Są różnice między rodzinami „łączkowymi”, a takimi jak rodziny z Podlasia. Jest różnica między ludźmi, którzy coś wiedzieli o swoich bliskich, że zginęli, a tymi, co nic nie wiedzieli co się stało. Te emocje są potężne. Na przykład córka dowiaduje się, że jej ojciec został zamordowany, a ona nic nie wiedziała o tym, myślała, że ojciec wyjechał na roboty do Niemiec. Te emocje są olbrzymie. To jest budujące dla nas, bo my widzimy sens naszej pracy. Najbardziej ujmujące są rodziny zwykłych żołnierzy, którzy rozpłynęli się w mroku historii. Dobrze, że państwo po tylu latach dba także o nich.

– Co ma obecnie w planach PBGOT?

– Mamy dużo otwartych projektów dotyczących Katynia, dotyczących ofiar zbrodni niemieckich np. w Glinniku. Badania prowadzimy głównie we współpracy z pionem śledczym IPN. Tak więc mamy tu wiele projektów, mamy też swoje projekty międzynarodowe dotyczące praw człowieka, w kontekście jenieckich obozów, obozów koncentracyjnych. Staramy się badać cały czas nowe aspekty zbrodni niemieckich, np. w Falstad w Norwegii. Nie są to projekty stricte genetyczne, ale jako zakład genetyki sądowej zajmujemy się też stroną kryminalistyczną, nie tylko prowadzimy badania genetyczne. Genetyka jest narzędziem, natomiast nas interesuje coś znacznie więcej. Nas interesuje np. los robotników przymusowych, jeńców wojennych, więźniów obozów koncentracyjnych. No i mamy już ugruntowaną pozycję międzynarodową. Jesteśmy zapraszani do projektów światowych zajmujących się tego typu tematyką. To jest dla nas nobilitujące, choć jesteśmy małym uniwersytetem z dobrym dorobkiem. A jesteśmy partnerem dla gigantów.

– Czy ma Pan osobistą satysfakcję z tego, co Pan robi?

– Oczywiście. Gdybym nie miał, to bym tego nie robił.

– Ma Pan jakieś marzenia? Co by Pan jeszcze chciał zrobić?

– Genetyka bardzo mocno się rozwija w ostatnim czasie. Chciałbym doprowadzić do sytuacji, gdy byt PBGOT nie będzie zagrożony. W przeciągu kilku lat było kilka prób zawłaszczenia tego projektu; mam nadzieję, że nie będzie planów przeniesienia go do innego ośrodka. Żeby mógł się tu rozwijać i przywracać tożsamość ludziom, a co za tym idzie, przywracać ich społeczeństwu.

– Czy są jeszcze jakieś zagrożenia?

– Zawsze są. Zawsze pojawiają się ludzie, którzy by taki ekonomicznie dobry produkt chcieli przejąć. Takie próby były podejmowane. Dzięki zaangażowaniu władz lokalnych udało się ten projekt obronić. Tu olbrzymia rola władz uczelni, rektora, który dba o ten projekt. Jesteśmy młodym zespołem i taki projekt bardzo łatwo się zawłaszcza. Tak to czasem jest. Jakby się nie udał, nie byłoby tego.

– Chciałby Pan coś jeszcze dodać, coś o co nie zapytałam?

– Chciałbym zaapelować do rodzin ofiar, by się do nas zgłaszali, jeśli mają swoich krewnych, którzy zaginęli lub zginęli, żeby się do nas zgłaszali, bo bez materiału genetycznego nie uda się ich zidentyfikować.

Tagi:
wywiad

O co modlą się mężczyźni?

2019-03-20 09:26

Katarzyna Krawcewicz
Edycja zielonogórsko-gorzowska 12/2019, str. VII

Przy okazji trwającej peregrynacji obrazu św. Józefa Kaliskiego otwieramy cykl rozmów z mężczyznami. Będzie to miejsce na przemyślenia, świadectwa i ciekawe historie. Poznajcie męską stronę wiary. Z Piotrem Wiśniewskim rozmawia Katarzyna Krawcewicz

Archiwum
W Męskim Plutonie Różańcowym często modlimy się do św. Józefa m.in. za nasze rodziny

Katarzyna Krawcewicz: – Jesteś w Męskim Plutonie Różańcowym. Powiedz, o co modlą się mężczyźni?

Piotr Wiśniewski: – Chyba we wszystkich możliwych intencjach, na każdy dzień tygodnia jest wyznaczona inna. Modlimy się za papieża Franciszka i Kościół, za męskie wspólnoty, za ojczyznę, za rodziny, za księży, za chorych, cierpiących i samotnych, a także za kobiety. Często ktoś po prostu przysyła prośbę o modlitwę. Każdy z nas nosi też w sercu swoje intencje. I w Plutonie Różańcowym jest też zasada, że co miesiąc dobieramy się w dwójki braterskie i przez ten czas modlimy się jeden za drugiego, to taka nasza modlitwa wstawiennicza.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Marsz w obronie dzieci przed aborcją i LGBT

2019-03-20 16:27

Artur Stelmasiak

W Narodowy Dzień Życia 24 marca, każdy z nas będzie mógł wyrazić swoje poparcie dla ochrony życia poczętego oraz sprzeciwić się wobec agresywnej kampanii LGBT w edukacji

Artur Stelmasiak/Niedziela

W ostatnich tygodniach Polacy mają aż nadto powodów, aby wyrazić swoje poparcie dla wartości chrześcijańskich w życiu społecznych. To także okazja, by pokazać sprzeciw wobec akcji "edukacyjnej", która jest zagrożeniem dla rodzin, a zwłaszcza dzieci w wieku szkolnym. - Narodowy Marsz Życia jest ogólnopolską inicjatywą, której celem jest przypomnienie o prawie do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, ale także będzie wsparciem dla ochrony naturalnej rodziny i prawa rodziców do decydowania o wychowaniu swoich dzieci - mówi rzecznikiem prasowym marszu Lidia Sankowska-Grabczuk. - Ochrona rodziny i dzieci nabiera szczególnego znaczenia w Warszawie choćby ze względu na politykę władz miasta nakierowaną na promocję w szkołach ideologii i postulatów ruchu LGBT.

Uczestnicy ogólnopolskiego marszu będą upomnieć się o konkretne działania władz państwowych, obiecane i deklarowane, a obecnie zaniechane. Będzie to więc kolejny apel o jak najszybsze przyjęcie przez Sejm w formie ustawy obywatelskiego projektu „Zatrzymaj aborcję”, pod którym podpisało się ponad 800 tysięcy obywateli, oraz wypowiedzenia przez nasze państwo genderowej Konwencji Stambulskiej i zaproponowania Międzynarodowej Konwencji Praw Rodziny. - Jestem mamą rocznej córeczki i jestem przerażona tym co obecnie w Polsce się dzieję. Idę protestować, bo boję się o to w jakim środowisku będzie dorastać i czego będzie uczyć się moje dziecko - mówi Magdalena Korzekwa-Kaliszuk. - Czuję odpowiedzialność za przyszłość mojego dziecka. Jako matka zrobię wszystko, by chronić swoje dziecko przed agresją zideologizowanych środowisk.

Organizatorem Narodowego Marszu Życia jest Chrześcijański Kongres Społeczny, Polska Federacja Ruchów Obrony Życia i Fundacja św. Benedykta. Rozpocznie się on 24 marca o godz. 13.30 na placu Zamkowym i przejdzie na pl. Trzech Krzyży. Wcześniej o godz. 12.00 uczestnicy zaproszeni są na Msze św. w kościele akademickim św. Anny. - Stajemy w obronie tych dzieci, które dziś są zagrożone legalną aborcją. Przecież w Polsce masowo zabija się dzieci m. in. z Zespołem Downa. Nasz Narodowy Marsz Życia upomina się o prawo do życia dla każdego dziecka, ale także idziemy w obronie rodziny, która jest atakowana wrogimi ideologiami ze wszystkich stron - mówi Korzekwa-Kaliszuk i zaprasza na niedzielny marsz: - Idźmy razem, by bronić tych, którzy sami obronić się nie mogą.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Hiszpania: jutro beatyfikacja kolejnego męczennika wojny domowej – Mariana Mullerata

2019-03-22 19:09

kg (KAI) / Tarragona

W sobotę 23 marca w katedrze w Tarragonie prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych kard. Angelo Becciu ogłosi błogosławionym świeckiego Katalończyka, lekarza i polityka Mariana Mullerata i Soldevilę. Będzie to druga w tym roku beatyfikacja, tym razem pojedynczej osoby, nawiązująca do prześladowań religijnych w Hiszpanii w latach 1934-39. 9 bm. w Oviedo odbył się podobny obrzęd, podczas którego do chwały ołtarzy wyniesiono 9 miejscowych kleryków zamordowanych w latach 1934-37.

wikipedia.org

Poniżej podajemy krótki życiorys nowego błogosławionego.

Marian (Marià) Mullerat i Soldevila urodził się 24 marca 1897 w miasteczku Santa Coloma de Queralt koło Tarragony (w północno-wschodniej Hiszpanii) w wielodzietnej rodzinie zamożnego właściciela ziemskiego. Gdy miał 3 lata, stracił matkę, ale nie przeszkodziło mu to w ukończeniu z bardzo dobrymi wynikami szkoły katolickiej w sąsiednim Reus. W 1914 został członkiem Straży Honorowej Świętego Serca Jezusowego i pozostał jej wierny do końca życia. Codziennie uczestniczył we Mszy św., często przystępował do sakramentów. W wieku 18 lat związał się z kółkiem młodzieżowym w swym miasteczku rodzinnym o charakterze konserwatywnym. Wtedy też zaczął zamieszczać swe pierwsze artykuły polityczne w miejscowej prasie.

W 1914 rozpoczął studia medyczne na uniwersytecie w Barcelonie. Dał się wówczas poznać nie tylko jako świetny student, ale także jako gorliwy obrońca wiary katolickiej, np. broniąc publicznie dziewictwa Maryi w dyskusji z profesorem, który to podważał. W 1918 rozpoczął praktykę lekarską, a dyplom ukończenia medycyny i chirurgii z odznaczeniem uzyskał w październiku 1921. Wcześniej założył wraz z kolegą pismo poświęcone anatomii patologicznej.

14 stycznia 1922 w mieście Arbeca na północy Hiszpanii ożenił się z Marią Dolores Sans Bové, którą poznał 4 lata wcześniej w czasie wakacji w stronach rodzinnych. Z tego małżeństwa urodziło się pięć dziewczynek, z których pierwsza wkrótce zmarła. W domu, w którym – poza nim – były same kobiety (dwie babki, prababka i służąca), panowała bardzo religijna atmosfera: wieczorami codziennie odmawiano różaniec, były krótkie chwile refleksji i milczenia. Jednocześnie był to dom otwarty na potrzebujących, których nie brakowało.

Marian był lekarzem rodzinnym, znanym i cenionym, posługującym zarówno w Arbece, jak i w jej okolicach. Pacjentów przyjmował codziennie w swym gabinecie i – częściej – w ich domach. Tym, którzy dziękowali mu za wyleczenie z ciężkich dolegliwości, odpowiadał niezmiennie: „To nie mnie dziękujcie, ale Bogu, bo to On leczy”. Swym pacjentom i biedakom pomagał też materialnie, pozostawiając im dyskretnie pieniądze na niezbędne potrzeby.

Przez całe swe dorosłe życie należał do Stowarzyszenia Rekolekcji Parafialnych, które propagowało wśród wiernych praktykę ćwiczeń duchowych według św. Ignacego Loyoli. W latach 1923-26 redagował założone przez siebie pismo „L’Escut”, w którym w języku katalońskim szerzył katolicką naukę społeczną. Ukazywały się w nim artykuły z dziedziny rolnictwa, religii, dziejów tych stron. Marian był entuzjastą postępu cywilizacyjnego wśród swych mieszkańców i okazywał to w tekstach, w których łączył tematykę społeczną z wiarą.

To jego wielostronne zaangażowanie sprawiło, że 29 marca 1924 został wybrany na burmistrza Arbeki i sprawował ten urząd 6 lat. Angażował się bardzo na rzecz miejscowej społeczności, poprawy warunków jej życia zarówno pod względem materialnym, jak i moralnym. Nie zapominał przy tym o szerzeniu i wspieraniu wiary i kultury chrześcijańskiej, które już wówczas były bardzo zagrożone.

Od 1930 stopniowo wycofywał się z działalności politycznej, widząc, jak po ustanowieniu wtedy drugiej republiki zaostrza się sytuacja wewnętrzna w kraju, a Kościół jest coraz bardziej atakowany i prześladowany. Miał też świadomość narastającego zagrożenia osobistego i za radą przyjaciół zamierzał schronić się wraz z rodziną w Saragossie, ale gdy przybył do pobliskiej Lleídy, postanowił wrócić, nie chciał bowiem pozostawiać swych chorych bez opieki. Pomagał też, na ile mógł, miejscowym siostrom zakonnym, a nawet niektórym milicjantom z oddziałów republikańskich.

W końcu jednak o świcie 13 sierpnia 1936 został schwytany na drodze z Arbeki do Lleídy, załadowano go wraz z 5 innymi osobami na ciężarówkę i po kilku godzinach ich rozstrzelano. Przed śmiercią Mullerat przebaczył swym prześladowcom, zapisał też na kartce imiona swych pacjentów i poprosił innego lekarza, aby o nich pamiętał. Zwłoki straconych oprawcy oblali benzyną i podpalili.

Tożsamość Mariana Mullerata rozpoznano później na podstawie kilku narzędzi lekarskich i kluczy do domu, które przy nim znaleziono.

Proces beatyfikacyjny na szczeblu diecezjalnym w Tarragonie toczył się w latach 2003-07 a dekret uznający męczeństwo lekarza i polityka z Arbeki podpisał Franciszek 7 listopada 2018.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem